Wszystko zaczęło się od pragnienia, które jest we mnie od dziecka: chcę pomagać innym. Najwspanialej i najgłębiej, jak tylko potrafię. W 2018 rzuciłam się więc w ten świat rozwoju osobistego w poszukiwaniu narzędzi. Wchodziłam absolutnie we wszystko. Najpierw był klasyczny coaching. Szybko jednak poczułam, że to dla mnie za mało. Słowa przestały mi wystarczać.
Zatęskniłam za głębią, więc skręciłam gwałtownie w drugą stronę w duchowość. Przerobiłam skomplikowane systemy, uczyłam się stawiać tarota, biegałam za kolejnymi „guru”. Ale tam, zamiast ukojenia, świat ezoteryki zaczął mnie przytłaczać. Wymóg wchodzenia w odmienne stany świadomości i ta wieczna, nieznośna presja, by grać rolę „wszechwiedzącego guru”. Znalazłam się w zawieszeniu pomiędzy logiką a duchowością. Utknęłam w matni. Nic nie pasowało do mnie do końca.
W tym najtrudniejszym momencie, gdy stałam na rozdrożu, usłyszałam w sobie cichy, ale niezwykle wyraźny głos „Musi istnieć trzecia droga”. Obiecałam sobie, że ją znajdę. Narzędzie, które będzie miało w sobie bezkompromisową, poruszającą duszę głębię, ale pozostanie całkowicie wolne od duchowych ideologii. Marzyłam o metodzie, która z szacunkiem dotknie ludzkiego wnętrza, ale jej fundament będzie stał na twardym, bezpiecznym i uziemionym gruncie.
Rozpoczęłam wielkie, samotne badanie. Stałam się obserwatorką i poszukiwaczką. Przeczesywałam literaturę, analizowałam mechanizmy ludzkiego umysłu, sprawdzałam i testowałam na sobie kolejne podejścia. Desperacko próbowałam namierzyć to jedno, czyste ogniwo, które pozwoliłoby połączyć mądrość serca z rzetelnym, profesjonalnym warsztatem. Szukałam narzędzia, które pozwoliłoby dotrzeć do tego, co w człowieku nienazwane.
W 2025 roku, zamiast odpowiedzi, przyszła moja ciemna noc duszy. Mimo całego tego wysiłku, nie potrafiłam znaleźć tego świętego Graala. Poczułam obezwładniającą bezsilność. Ciągłe rozczarowania i potworne zmęczenie rolą wyroczni spaliły mnie od środka. Podupadłam na zdrowiu. Pewnego dnia usiadłam na podłodze i poczułam, że to, co robię, straciło jakikolwiek sens. Poddałam się.
Zrezygnowałam z dalszego szukania i podjęłam najbardziej radykalną decyzję – odeszłam od pracy z ludźmi na cały rok. Spakowałam wszystkie podręczniki i wyrzuciłam wszystkie karty.
Właśnie wtedy, w gęstym mroku rezygnacji, wydarzyło się niesamowitego. Zupełnie przypadkiem trafiłam na warsztat poświęcony kartom metaforycznym. Nie wiązałam z tym żadnych nadziei. Po warsztacie wzięłam z półki, ilustrowane karty do gry Dixit i usiadłam z nimi sama, w zaciszu własnego pokoju.
Gdy rozłożyłam je przed sobą, stało się coś niewytłumaczalnego. Jeden obraz poruszył we mnie lawinę emocji, których nie potrafiłam wypowiedzieć słowami przez miesiące. Moje serce zabiło mocniej. WOW. Nagle dotarło do mnie, co się dzieje: ten obraz w ułamku sekundy ominął cały logiczny opór mojego umysłu i wyciągnął na wierzch moje własne, najgłębsze odpowiedzi. One tam były przez cały czas! Zrozumiałam, że trzymam w rękach „złoty Graal”. Karty metaforyczne były tym brakującym pomostem, „trzecią drogą”.
Dziś z dumą prowadzę szkołę, w której szkolę przyszłe Trenerki Pracy z Metaforą i Przewodniczki BrainArt.
Morał z mojej podróży brzmi: Nie musisz iść na żadne kompromisy w pomaganiu innym. Nie musisz wybierać między chłodną logiką a duchowością. Możesz mieć jedno i drugie. Możesz dawać ludziom potężną, uziemiającą transformację, zachowując przy tym święty spokój i lekkość, o jakiej zawsze marzyłaś.
Pragniesz pomagać innym w odnajdywaniu ich własnej drogi?
Jeśli czujesz, że Twoją misją jest tworzenie bezpiecznej przestrzeni dla drugiego człowieka, a praca z metaforą poruszyła Twoje serce – nie musisz iść tą ścieżką sama. Twoja wrażliwość i empatia to potężne zasoby, które w połączeniu z profesjonalnymi narzędziami mogą odmienić ludzkie życia.
Zrób pierwszy krok w stronę swojego powołania. Kliknij w link poniżej, umów się na niezobowiązującą, pełną ciepła rozmowę i sprawdźmy razem, jak możesz zostać certyfikowaną Trenerką Pracy z Metaforą.